Znów nie byliśmy (i nie jesteśmy) przygotowani do walki z żywiołem. A przecież -

   Znów nie byliśmy (i nie jesteśmy) przygotowani do walki z żywiołem. A przecież - o czym od dawna przypominają klimatolodzy i hydrolodzy - Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego zmiennego i jest skazana na częste powodzie. Nie ma pieniędzy, nie ma pontonów, nie ma łopat, nie ma worków - narzekają centralne i lokalne instytucje odpowiedzialne za walkę z powodzią. Powódź z 1997 r. zaowocowała tylko jednym - wzrostem zatrudnienia urzędników.

   Dziś obok siebie funkcjonują Biuro ds. Usuwania Skutków Powodzi przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Główny Komitet Powodziowy przy Ministerstwie Ochrony Środowiska, któremu podlegają sekcja techniczna i społeczna oraz wojewódzkie komitety przeciwpowodziowe. Ponadto kataklizmami zajmują się dwa departamenty resortu środowiska. Istnieje też administracja kierująca obroną cywilną. Te wszystkie instytucje, według mojego rozeznania, mają w dodatku kłopoty z uzgadnianiem swych działań.

   Trzy lata przeleżał w Sejmie prezydencki projekt ustawy regulujący tryb postępowania w sytuacjach nadzwyczajnych. W Polsce zamiast rozpocząć usuwanie skutków poprzednich powodzi od wzmacniania wałów ochronnych, budowy systemu zapór i jazów - w wielu przypadkach wydano pieniądze na odbudowę dróg i mostów. Zamiast myśleć o ochronie przed żywiołem, myśli się o usuwaniu jego skutków - jakby miał się ponownie zdarzyć za kilka stuleci. Jako przykład można przytoczyć, że w powiatach gorlickim i nowosądeckim po wielkiej wodzie w 1997 r. pieniądze przeznaczono na odbudowanie sieci komunikacyjnej. Dziś po większości nowych dróg znów nie ma śladu - w samym Nowym Sączu straty sięgają ok. 150 mln zł. Już latem 2000 r. ustalono, że w Gdańsku i okolicach 58% pomp regulujących poziom wody w kanałach polderowych i 35% budowli hydrotechnicznych (śluz i jazów) wymaga natychmiastowej modernizacji. Uznano też, że ponad 200 km wałów przeciwpowodziowych zagrożonych jest rozmyciem. Niedawno gdańszczanie stracili dorobek życia. Kto ponosi za to winę?

   W 1997 r. zginęło 56 osób, a straty spowodowane zatopieniami ogromnych terenów przekroczyły łącznie miliard dolarów. Dorywcze akcje nie zastąpią systematycznego myślenia. Uważam, że walkę z groźbą powodzi trzeba zacząć od odpowiedzialnego myślenia i rzeczywistych działań zmierzających do ochrony przed powodzią. W przeciwnym razie będziemy mieli stan permanentnej klęski powodziowej i szereg instytucji, biur i komitetów do jej zwalczania.

   W związku z powyższym mam pytania do pana premiera:

   1. Czy zamiast długofalowych, systemowych działań będzie wystarczało powoływanie na gwałt sztabów antykryzysowych?

   2. Czy rola instytucji centralnych będzie ograniczać się tylko do zapewnienia środków finansowych?

   3. Czy rząd posiada skuteczny program ochrony przed żywiołem?

   Z poważaniem

   Poseł Seweryn Kaczmarek

   Ostrów Wlkp., dnia 17 sierpnia 2001 r.


Wykop wypozyczalnia dostawczakow
901 niezarejestrowana strona | brak hosta | brak hosta | niezarejestrowana strona | 906